piątek, 4 sierpnia 2017

Rozdział 2 cz. 1

- Ja wiem , że jest Wam ciężko. Rozumiem, że nie możecie tego zaakceptować ale ja już postanowiłam. Wyprowadzam się .
- Jeżeli to zrobisz to nie będzie odwrotu. Coś we mnie pęknie. To już się nie naprawi. – powiedziała mama
- Mamo przestań. Nie rób mi tego znowu. Ty mnie szantażujesz. Zaakceptuj to. Wiesz przecież, że czas, abym się usamodzielniła. Nie karz mi zmieniać miasta tylko dlatego, że nie mogę mieć w tym mieście mieszkania.
- Nie! Jeżeli to zrobisz nie chce widzieć Twoich dzieci ! Nigdy mnie nie zobaczysz ! – wykrzyczała mama.
Erwina bardzo zasmuciła się na te słowa. Wiedziała ze mama ją kocha, i że słowa te wypowiedziane były w złości ale mimo to nie mogła tych słów wybaczyć.
- Mamo, tato , już postanowiłam.
- Dobrze ale ja nie pomogę Ci w przeprowadzce. Nie wyniosę stąd ani jednej twojej rzeczy. To już Twoja sprawa i Twój wybór. Chcesz odejść to odchodź. – powiedział poważnym głosem tata
- Wiem. Szanuje to i choć cholernie mi utrudniacie ja już się nie poddam.
- Kiedy się przeprowadzasz?
- Jutro tato. Jutro z samego rana – powiedziałam
- Pamiętaj tylko jedno. Mimo, że tego nie pochwalam chce, żebyś wiedziała, że zawsze przyjmę Cię z powrotem.
-Dziękuje tato – wydobyła z siebie resztki głosu i wyszła zanim na dobre rozpłynęła się we łzach.
Gdy Erwi zasypiała patrzyła na swój pokój, rozświetlony przez księżyc. Wiedziała, że to ostatnia noc w domu, że już nigdy nie będzie tak jak zawsze. Bała się tego uczucia i zarazem przeszywał ją dreszczyk nieznanego. Czuła, że zakończyła cały toksyczny rozdział w swoim życiu i że Bóg jej pomoże wszystko pogodzić. Wtem z zadumy wytrącił ją głos dzwonka. Dzwonił Maciek.
- Halo?
- Cześć. Jak się czujesz?
- Umm. W porządku . Daje rade.
- Wiesz pomyślałem, że może już trochę ochłonęłaś i może chciałabyś mi coś powiedzieć.
- Ja ? Yyy .
- No tak. Wiesz te słowa dzisiaj bolały i nie powinnaś mnie tak traktować. Wyrzuciłaś mnie z domu jak psa.
- Widzę, że dalej nic nie zrozumiałeś. Nie mam zamiaru Ci tego tłumaczyć po raz kolejny.
- Erwina Ty znowu coś wymyślasz. Dzisiaj jest tak, a potem piszesz, że mnie kochasz i tęsknisz. Ja już kompletnie zgupiałem.
- Pisałam tak kiedy miałam lepszy dzień i wierzyłam, że między nami coś się zmieni. Wiesz, miałam nieraz takie myśli, że może ja po prostu wyolbrzymiam, że to co mówię i to czego oczekuje jest prawie takie  jak w filmie z happyendem i wtedy dochodziłam do wniosku, że dobrze jest jak jest, że zmiany są niepotrzebne, bo po co je wprowadzać skoro jest stabilnie. Bałam się, że zostanę sama bo wiesz, że w domu raczej na wsparcie  nie mam co liczyć ale to wcale nie jest prawda. Dam sobie radę, to proste.
- No dobrze to najlepiej potraktować mnie jak śmiecia. Przecież wiesz, że dla Ciebie się zmieniłem. Nie rób mi tego przez to, że sprzątasz w swoim życiu i zamykasz rozdziały.
- Maciek ja nie wyrzucam z mojego życia wszystkiego . Ja naprawiam to co już dawno powinnam była naprawić. Sprawiam siebie szczęśliwą. Czułam się niedowartościowana i niedoceniona. To już się działo. Wystarczyło poczekać kiedy się na dobre zagasi i tyle. Przestań mnie obwiniać, bo to Ty zapomniałeś, że masz dziewczynę. Nie dzwoń do mnie już, bo to głupie. Pogódź się w końcu z tym, że to koniec. Rzeczy od Ciebie wyślę Ci pocztą.
- Przestań. Nie wysyłaj ich. Zostaw sobie. I tak były dla Ciebie.
- Dobrze. Wyślę tylko pierścionek. Dobranoc. – kliknęła czerwoną słuchawkę i aby nie rozmyślać o tej rozmowie postanowiła zasnąć mocno wtulona w poduszkę.
Rano obudziły ją promienie słońca. Wstała i wyszła z pokoju. W domu nie było już nikogo. Mama w pracy, tata w pracy, a brat nie wiadomo gdzie. Było jej smutno, że nie chcieli się pożegnać ale starała się w tym znaleźć plusy . Co mogło jej zepsuć taki piękny dzień? Może ten deszcz za oknem? Nie. Nawet deszcz nie był jej straszny. Zabrała walizkę z najważniejszymi rzeczami i wyruszyła na miasto. Po ponad 40 minutach znalazła się pod wysokim blokiem . Zadzwoniła domofonem i odezwał się głos:
- Halo?
- Halo, halo… - odpowiedziała Erwi
- Erwi? Co Ty tutaj robisz o tej porze?
- Wyprowadziłam się z domu i potrzebuje paru noclegów.
- Co? Dlaczego? Co się stało?
- Aaaa. Już nie mogłam tam wytrzymać tej napiętej atmosfery.
- Rozumiem.. Przyjechałaś z Maćkiem?
- Nie. Zerwałam z nim.
- Coooo!? Co się stało?
- Ilona. Mam Ci opowiadać wszystko przez domofon?
- Yyyy. Wiem, że jestem blondynką. Sory.. Wchodź.

Ilona otworzyła drzwi i Erwina weszła do środka. Wyjechała windą, w której jak nigdy nie bała się jechać, bo aż tak było jej wszystko jedno. Ilona stała już na korytarzu i zaraz, gdy Erwina wyszła z windy zaczęła ją obsypywać pytaniami. Erwina puściła walizkę, która z małym hukiem spadła na ziemię i zaczęła płakać. Płakała tak mocno, że nie dała rady powiedzieć ani słowa. Ilona dobrze wiedziała, że to będzie ciężka przeprawa przez morze więc bez słowa przytuliła przyjaciółkę.

Bez tytułu - Rozdział 1

Rozdział 1
Wieczór właśnie się rozpoczął . Niebo pokrywa kilka warstw, przeróżnych odcieni chmur, a zza nich przebijają się ostatnie blado-pomarańczowe oznaki dnia. Drzewa spokojnie stoją, a w oddali słychać śpiew świerszczy. Erwina właśnie kończy swój kolejny dzień.
- Znowu ten sam nudny dzień, w którym nie było żadnych ciekawych historii. Wstałam rano, zjadłam, pochodziłam, porozmyślałam, podenerwowałam się i zaraz idę spać. Szaleństwo.. – powiedziała Erwi i położyła się na łóżku. Parę minut później już spała nie umyta i nie przebrana w piżamy.
- Erwina ! Dziecko wstawaj trzeba jechać do sklepu ! – burknęła mama na przywitanie .
- No tak.. Też dobrze Cię widzieć mamo – odpowiedziała cichym głosem po czym przetarła oczy i jak z procy wyskoczyła z łóżka. Weszła do łazienki i prawie wystraszyła się w lustrze ale nie próbowała zbytnio poprawiać makijażu. Spięła włosy w kucyk i lekko poprawiła rozmazany tusz po czym pojechała z mamą na zakupy. W samochodzie pokłóciły się o to co zwykle. Erwi uważała, że mama nie potrafi się nią zająć, że nigdy tego nie potrafiła. Jej matka zawsze była osobą skromną w stosunku do wiary i ciężko było z nią rozmawiać na intymne tematy. Wiecznie się z nią kłóciła o wszystko na czym świat stoi, czuła się niestabilna w swoim domu mimo, że bardzo kochała swoją rodzinę. Była bardzo zagubiona i wiecznie zestresowana. Bała się wyjść poza schematy, które nakładała na nią mama. Próbowała się buntować ale wiecznie tylko obiecała sobie, że coś zmieni. Gdy przychodziło do czynów nie miała odwagi ranić swoich najbliższych pomysłem o przeprowadzce. Zawsze znajdowała powód, dla którego zostawała w domu i dalej to ciągnęła.
- Zrób obiad i powiedz bratu, żeby odrobił lekcje. Najlepiej pomóż mu w tym, bo ja jestem zmęczona dzisiejszym dniem – powiedziała mama jak zwykle uciekając od tych obowiązków.
- Mamo nie chce mi się. Mam dużo swoich spraw na głowie . Maciek ma do mnie przyjechać a nawet nie zajrzałam do książek. Uczelnia też dużo ode mnie wymaga.. – powiedziała dziewczyna rozpętując setną wojnę światową .
- Tak ! Co Ty masz dziecko do roboty ! Jesteś młoda ! Zobaczysz kiedy zaczną się poważne obowiązki, docenisz matkę! Jesteś niewdzięczna ! Oddałam się Wam całkowicie! Dbałam o Was a Wy ?
Tak było za każdym razem gdy tylko Erwina odmówiła współpracy z tym prezydentem rodziny. Gdy tylko mówiła matce co o niej myśli i jak ją postrzega ta obrażała się, szantażowała emocjonalnie, płakała i nie dawała sobie dać do zrozumienia, że nie jest najważniejsza. Dziewczyna miała już tego dosyć. Nie miała pojęcia ile jeszcze wytrzyma  tym domu. Była wierząca i starała się za wszelką cene szanować rodziców ale nieraz także powiedziała za dużo niemiłych słów.
- Dzień dobry – powiedział Maciek wchodząc do kuchni i przerywając kłótnię.
- Drzwi były otwarte więc już nie dzwoniłem – powiedział z uśmiechem i poszedł do pokoju Erwi.
Ta aby nie zostawać dalej z mamą pognała za nim i zamknęli się w pokoju.
- Co się stało dlaczego się kłóciłyście? – zapytał
- Jak zwykle o to samo… - odpowiedziała siadając bezwładnie na krześle .
- Ile chcesz to znosić? Przecież tak się nie da funkcjonować. Powiedz jej w końcu co o niej myślisz.
- Maciek.. To nie takie proste. Nie wiesz jak to jest . Nie mieszkasz z nami. Pokłócimy się i co to da? Dalej i tak razem będziemy mieszkać, mijać się bez słowa. To nie jest rozwiązanie.
- Rób jak uważasz. Moje zdanie znasz. Za miękka jesteś dla nich.
- Dobrze. Skończ już. Nie pomagasz mi mówiąc, żebym kłóciła się z nią.
Maciek rzucił się na łóżko tak jak to zwykle robił i zaczął sprawdzać coś na telefonie, a biedna Erwi w milczeniu zastanawiała się co zrobić, żeby wszyscy byli zadowoleni.
- Maciek, muszę Ci coś powiedzieć. Jesteśmy ze sobą już parę ładnych lat. Coś między nami wygasło. Wiesz niema już tej namiętności, która była. Coś się skończyło. Ja czuje się z tym podle i wiem, że to nie jest miłe ale nie chce Cię oszukiwać. Dla mnie mężczyzna musi się starać bardzo, zaskakiwać mnie. To dla mnie wegetacja. Przychodzisz dwa razy w tygodniu widzimy się parę godzin. Nie widzę w tym celu i sensu. Ja nawet się dzisiaj nie umyłam przed Twoim przyjazdem. Nie chce mi się już starać. Nie pamiętam kiedy wyszłam z Tobą na romantyczną kolację, nie zaskakujesz mnie prawie nigdy. Nawet nie starasz się już mi pomóc. Słuchasz mnie chwilę a potem wracasz do swoich rzeczy. Złościmy się na siebie .. Ty mnie całujesz, a ja nie mam ochoty tego robić z mężczyzną, który traktuje mnie na równi ze swoim autem, a nawet gorzej, bo ostatnio większość naszych rozmów skupia się na nim i na wydatkach na niego i na pomysłach na niego. Ten związek już praktycznie nie istnieje. Może dla Ciebie jest idealnie ale dla mnie to już nie związek. Wybacz.. Proszę Cię, żebyś już sobie stąd poszedł.. Nic tu po Tobie. Poleżysz, pograsz, potem sobie o mnie przypomnisz, będziesz chciał przytulać ale ja nie mam już na to ochoty.
- Erwi co Ty mówisz? Dlaczego mnie tak traktujesz? Nie mów tego bo to boli.
- Wiem, że boli ale jeżeli sam nie zauważyłeś, że pizza czy przyjazd do mnie i leżenie na łóżku lub oglądanie Twoich filmów i ciągłe przynoszenie Ci czegoś to jest spontaniczna miłość, to totalnie mylisz adres od wielu lat. Proszę idź sobie.
- Nie pójdę stąd. Jesteś zdenerwowana. Matka Cie wkurzyła i teraz szukasz winy we wszystkich. Wyolbrzymiasz. Erwi popatrz na mnie. Powiedz czy Ty mnie kochasz?
Erwina patrzyła na niego. Łzy spływały jej po policzkach i nie mogła wykrztusić ani jednego słowa. Była zła na niego, że nawet w nim już nie widzi swojego ukochanego mężczyzny. Zrozumiała, że to już tylko przywiązanie.
- Nie wiem co do Ciebie czuje ale to już nie kwalifikuje się do miłości.
- Dobrze. To Twój wybór – powiedział i wyszedł z pokoju.

Erwi stała sztywna, a łzy przestały już płynąć. Patrzyła w jeden punkt totalnie bez celu cała oszołomiona, a w tle słyszała jak jego samochód odjeżdża. Po paru minutach wzięła ręcznik i poszła się umyć.  Wiedziała, że to co zrobiła było dobre, że postawiła Go w końcu w sytuacji mającej dwa wyjścia : odejść albo zrozumieć i zostać.