- Ja wiem , że jest Wam ciężko. Rozumiem, że nie możecie
tego zaakceptować ale ja już postanowiłam. Wyprowadzam się .
- Jeżeli to zrobisz to nie będzie odwrotu. Coś we mnie pęknie. To już się nie naprawi. – powiedziała mama
- Mamo przestań. Nie rób mi tego znowu. Ty mnie szantażujesz. Zaakceptuj to. Wiesz przecież, że czas, abym się usamodzielniła. Nie karz mi zmieniać miasta tylko dlatego, że nie mogę mieć w tym mieście mieszkania.
- Nie! Jeżeli to zrobisz nie chce widzieć Twoich dzieci ! Nigdy mnie nie zobaczysz ! – wykrzyczała mama.
- Jeżeli to zrobisz to nie będzie odwrotu. Coś we mnie pęknie. To już się nie naprawi. – powiedziała mama
- Mamo przestań. Nie rób mi tego znowu. Ty mnie szantażujesz. Zaakceptuj to. Wiesz przecież, że czas, abym się usamodzielniła. Nie karz mi zmieniać miasta tylko dlatego, że nie mogę mieć w tym mieście mieszkania.
- Nie! Jeżeli to zrobisz nie chce widzieć Twoich dzieci ! Nigdy mnie nie zobaczysz ! – wykrzyczała mama.
Erwina bardzo zasmuciła się na te słowa. Wiedziała ze mama
ją kocha, i że słowa te wypowiedziane były w złości ale mimo to nie mogła tych
słów wybaczyć.
- Mamo, tato , już postanowiłam.
- Dobrze ale ja nie pomogę Ci w przeprowadzce. Nie wyniosę stąd ani jednej twojej rzeczy. To już Twoja sprawa i Twój wybór. Chcesz odejść to odchodź. – powiedział poważnym głosem tata
- Wiem. Szanuje to i choć cholernie mi utrudniacie ja już się nie poddam.
- Kiedy się przeprowadzasz?
- Jutro tato. Jutro z samego rana – powiedziałam
- Pamiętaj tylko jedno. Mimo, że tego nie pochwalam chce, żebyś wiedziała, że zawsze przyjmę Cię z powrotem.
-Dziękuje tato – wydobyła z siebie resztki głosu i wyszła zanim na dobre rozpłynęła się we łzach.
- Mamo, tato , już postanowiłam.
- Dobrze ale ja nie pomogę Ci w przeprowadzce. Nie wyniosę stąd ani jednej twojej rzeczy. To już Twoja sprawa i Twój wybór. Chcesz odejść to odchodź. – powiedział poważnym głosem tata
- Wiem. Szanuje to i choć cholernie mi utrudniacie ja już się nie poddam.
- Kiedy się przeprowadzasz?
- Jutro tato. Jutro z samego rana – powiedziałam
- Pamiętaj tylko jedno. Mimo, że tego nie pochwalam chce, żebyś wiedziała, że zawsze przyjmę Cię z powrotem.
-Dziękuje tato – wydobyła z siebie resztki głosu i wyszła zanim na dobre rozpłynęła się we łzach.
Gdy Erwi zasypiała patrzyła na swój pokój, rozświetlony
przez księżyc. Wiedziała, że to ostatnia noc w domu, że już nigdy nie będzie
tak jak zawsze. Bała się tego uczucia i zarazem przeszywał ją dreszczyk
nieznanego. Czuła, że zakończyła cały toksyczny rozdział w swoim życiu i że Bóg
jej pomoże wszystko pogodzić. Wtem z zadumy wytrącił ją głos dzwonka. Dzwonił
Maciek.
- Halo?
- Cześć. Jak się czujesz?
- Umm. W porządku . Daje rade.
- Wiesz pomyślałem, że może już trochę ochłonęłaś i może chciałabyś mi coś powiedzieć.
- Ja ? Yyy .
- No tak. Wiesz te słowa dzisiaj bolały i nie powinnaś mnie tak traktować. Wyrzuciłaś mnie z domu jak psa.
- Widzę, że dalej nic nie zrozumiałeś. Nie mam zamiaru Ci tego tłumaczyć po raz kolejny.
- Erwina Ty znowu coś wymyślasz. Dzisiaj jest tak, a potem piszesz, że mnie kochasz i tęsknisz. Ja już kompletnie zgupiałem.
- Pisałam tak kiedy miałam lepszy dzień i wierzyłam, że między nami coś się zmieni. Wiesz, miałam nieraz takie myśli, że może ja po prostu wyolbrzymiam, że to co mówię i to czego oczekuje jest prawie takie jak w filmie z happyendem i wtedy dochodziłam do wniosku, że dobrze jest jak jest, że zmiany są niepotrzebne, bo po co je wprowadzać skoro jest stabilnie. Bałam się, że zostanę sama bo wiesz, że w domu raczej na wsparcie nie mam co liczyć ale to wcale nie jest prawda. Dam sobie radę, to proste.
- No dobrze to najlepiej potraktować mnie jak śmiecia. Przecież wiesz, że dla Ciebie się zmieniłem. Nie rób mi tego przez to, że sprzątasz w swoim życiu i zamykasz rozdziały.
- Maciek ja nie wyrzucam z mojego życia wszystkiego . Ja naprawiam to co już dawno powinnam była naprawić. Sprawiam siebie szczęśliwą. Czułam się niedowartościowana i niedoceniona. To już się działo. Wystarczyło poczekać kiedy się na dobre zagasi i tyle. Przestań mnie obwiniać, bo to Ty zapomniałeś, że masz dziewczynę. Nie dzwoń do mnie już, bo to głupie. Pogódź się w końcu z tym, że to koniec. Rzeczy od Ciebie wyślę Ci pocztą.
- Przestań. Nie wysyłaj ich. Zostaw sobie. I tak były dla Ciebie.
- Dobrze. Wyślę tylko pierścionek. Dobranoc. – kliknęła czerwoną słuchawkę i aby nie rozmyślać o tej rozmowie postanowiła zasnąć mocno wtulona w poduszkę.
- Halo?
- Cześć. Jak się czujesz?
- Umm. W porządku . Daje rade.
- Wiesz pomyślałem, że może już trochę ochłonęłaś i może chciałabyś mi coś powiedzieć.
- Ja ? Yyy .
- No tak. Wiesz te słowa dzisiaj bolały i nie powinnaś mnie tak traktować. Wyrzuciłaś mnie z domu jak psa.
- Widzę, że dalej nic nie zrozumiałeś. Nie mam zamiaru Ci tego tłumaczyć po raz kolejny.
- Erwina Ty znowu coś wymyślasz. Dzisiaj jest tak, a potem piszesz, że mnie kochasz i tęsknisz. Ja już kompletnie zgupiałem.
- Pisałam tak kiedy miałam lepszy dzień i wierzyłam, że między nami coś się zmieni. Wiesz, miałam nieraz takie myśli, że może ja po prostu wyolbrzymiam, że to co mówię i to czego oczekuje jest prawie takie jak w filmie z happyendem i wtedy dochodziłam do wniosku, że dobrze jest jak jest, że zmiany są niepotrzebne, bo po co je wprowadzać skoro jest stabilnie. Bałam się, że zostanę sama bo wiesz, że w domu raczej na wsparcie nie mam co liczyć ale to wcale nie jest prawda. Dam sobie radę, to proste.
- No dobrze to najlepiej potraktować mnie jak śmiecia. Przecież wiesz, że dla Ciebie się zmieniłem. Nie rób mi tego przez to, że sprzątasz w swoim życiu i zamykasz rozdziały.
- Maciek ja nie wyrzucam z mojego życia wszystkiego . Ja naprawiam to co już dawno powinnam była naprawić. Sprawiam siebie szczęśliwą. Czułam się niedowartościowana i niedoceniona. To już się działo. Wystarczyło poczekać kiedy się na dobre zagasi i tyle. Przestań mnie obwiniać, bo to Ty zapomniałeś, że masz dziewczynę. Nie dzwoń do mnie już, bo to głupie. Pogódź się w końcu z tym, że to koniec. Rzeczy od Ciebie wyślę Ci pocztą.
- Przestań. Nie wysyłaj ich. Zostaw sobie. I tak były dla Ciebie.
- Dobrze. Wyślę tylko pierścionek. Dobranoc. – kliknęła czerwoną słuchawkę i aby nie rozmyślać o tej rozmowie postanowiła zasnąć mocno wtulona w poduszkę.
Rano obudziły ją promienie słońca. Wstała i wyszła z pokoju.
W domu nie było już nikogo. Mama w pracy, tata w pracy, a brat nie wiadomo
gdzie. Było jej smutno, że nie chcieli się pożegnać ale starała się w tym
znaleźć plusy . Co mogło jej zepsuć taki piękny dzień? Może ten deszcz za oknem?
Nie. Nawet deszcz nie był jej straszny. Zabrała walizkę z najważniejszymi
rzeczami i wyruszyła na miasto. Po ponad 40 minutach znalazła się pod wysokim
blokiem . Zadzwoniła domofonem i odezwał się głos:
- Halo?
- Halo, halo… - odpowiedziała Erwi
- Erwi? Co Ty tutaj robisz o tej porze?
- Wyprowadziłam się z domu i potrzebuje paru noclegów.
- Co? Dlaczego? Co się stało?
- Aaaa. Już nie mogłam tam wytrzymać tej napiętej atmosfery.
- Rozumiem.. Przyjechałaś z Maćkiem?
- Nie. Zerwałam z nim.
- Coooo!? Co się stało?
- Ilona. Mam Ci opowiadać wszystko przez domofon?
- Yyyy. Wiem, że jestem blondynką. Sory.. Wchodź.
- Halo, halo… - odpowiedziała Erwi
- Erwi? Co Ty tutaj robisz o tej porze?
- Wyprowadziłam się z domu i potrzebuje paru noclegów.
- Co? Dlaczego? Co się stało?
- Aaaa. Już nie mogłam tam wytrzymać tej napiętej atmosfery.
- Rozumiem.. Przyjechałaś z Maćkiem?
- Nie. Zerwałam z nim.
- Coooo!? Co się stało?
- Ilona. Mam Ci opowiadać wszystko przez domofon?
- Yyyy. Wiem, że jestem blondynką. Sory.. Wchodź.
Ilona otworzyła drzwi i Erwina weszła do środka. Wyjechała
windą, w której jak nigdy nie bała się jechać, bo aż tak było jej wszystko
jedno. Ilona stała już na korytarzu i zaraz, gdy Erwina wyszła z windy zaczęła
ją obsypywać pytaniami. Erwina puściła walizkę, która z małym hukiem spadła na
ziemię i zaczęła płakać. Płakała tak mocno, że nie dała rady powiedzieć ani
słowa. Ilona dobrze wiedziała, że to będzie ciężka przeprawa przez morze więc
bez słowa przytuliła przyjaciółkę.